Stowarzyszenie dla Dzieci z Domu Dziecka w Trzcińsku-Zdroju

To był już nasz trzeci wspólny rajd. Wydawałoby się, że przy takim doświadczeniu z poprzednich lat, znajomości dzieci i specyfiki wyprawy powinno być łatwiej, lepiej, szybciej. Nic bardziej mylnego. Ten rajd było najtrudniej zorganizować. Wiele rzeczy, ale i niestety ludzi sprzysięgło się przeciwko nam, a właściwie naszej wyprawie. O mały włos nie odbyła się ona. Na szczęście udało się pokonać wszelkie trudności i mogliśmy ruszać. O tym dzięki komu to się odbyło będzie tradycyjnie na końcu naszej opowieści.

Start nastąpił w niedzielę rankiem. Dzięki pomocy pań Magdy, Agnieszki, Ani, Eli, pana Stasia, Maćka i Michała udało nam się dostać do Chojny na dworzec i o czasie wsiąść w pociąg jadący w kierunku Wrocławia. Kilkugodzinna podróż koleją była przepełniona rozmowami, wygłupami i muzyką. Po przesiadce na jednej ze stacji w stolicy Dolnego Śląska dostaliśmy się do Legnicy. Tutaj już czekały na nas dwa auta wsparcia, które miały towarzyszyć nam przez cały rajd. Najpierw zjedliśmy pyszny obiadek, a potem zajęliśmy się rozładunkiem rowerów. Po wypełnieniu tego zadania można było ruszać w drogę. Podzieleni na dwie grup ruszyliśmy wcześniej wytyczoną trasą. W tym roku przodownikiem stada był pan Michał. Poza nim w grupie pierwszej były panie Renata i Kasia. Grupę drugą otwierał pan Piotr strzegący naszej najmłodszej Raisy, która postanowiła jechać już nie na doczepianym rowerze, a na swoim własnym. Kolumnę zamykały dwie panie Anie. W autach jechała nasza królowa pani Ela i pan Daniel.

Pierwszy dzień pedałowania nie przyniósł większych problemów. Podróżowaliśmy bez sakw, więc i jazda była łatwiejsza. Bez przeszkód dojechaliśmy do noclegu zaplanowanego w schronisku w Złotoryi.

Drugi dzień rajdu rozpoczął się od zwiedzenia kopalni złota. Właściciel obiektu specjalnie dla nas znalazł czas i oprowadził po tym niezwykłym miejscu. Nie zabrakło legendy o duchu kopalni. Ponoć niektórzy go słyszeli… Pogoda dopisywała, zatem jazda szła płynnie. Oczywiście nie brakowało małych defektów rowerów, ale były one na bieżąco naprawiane. Tego dnia rozpoczęły się już pierwsze górki i podjazdy. Wszak wjechaliśmy w „Krainę Wygasłych Wulkanów”. Kulminacją tego dnia było wspięcie się ( już bez rowerów) na Ostrzycę, nazywaną też Śląską Fudżijamą. Trzeba przyznać widoczki z tej górki były przednie, to taki wstęp do tego co miało nas czekać w kolejnych dniach. Późny obiad i nocleg czekał na nas w schronisku w Łupkach. Tutaj też można było odsapnąć, pograć w piłkę, przygotować się do królewskiego etapu prowadzącego do Szklarskiej Poręby.

Dzień trzeci rozpoczął się sympatycznie. Dobre śniadanko, pożegnanie z gospodarzami i ruszamy w drogę. Niestety tego dnia aura wybitnie nam nie sprzyjała. Jeszcze pierwszy etap prowadzący do zapory w Pilchowicach był całkiem, całkiem. Były już podjazdy, ale pogoda dopisywała. Tuż po przerwie obiadowej zaczęły się pojawiać coraz ciemniejsze chmury. Aż w końcu zaczęło padać, a potem dosłownie lunęło! Pech chciał, że podczas największej nawałnicy byliśmy na drodze leśnej. Ciągle pod górę, deszcz lejący się strumieniami, droga zamieniająca się w potok, nigdzie kawałka dachu, czy suchego miejsca, samochody wsparcia bez możliwości dojazdu. Oj był to test charakterów dla naszych pociech. Wiele łez padło, wiele różnych słów wyleciało z ich buziek. Na domiar złego zaczęły się problemy z rowerami, łącznie z łapaniem kapci. Zmiana dętki podczas lejącego deszczu, to nie lada wyzwanie. I tak lało, padało, burza co chwila zawracała i na nowo miotała nas swymi mackami. Lekko nie było, wierzcie nam. Na szczęście ten etap zakończył się bez żadnych strat, wszyscy znaleźli się w ośrodku. Dali radę, pokazując tym swą wielkość!!! To był naprawdę mocny test mentalny i te dzieci go zdały. W schronisku czekały już na nas paróweczki i gorąca herbatka przygotowana przez panią Elę i Julkę. Po porządnym posiłku morale wzrosło. Można było nawet obejrzeć meczyk w TV. Niestety deszcz nie przestawał padać. Podobnie było następnego dnia. Chwilę przerwy w opadach udało się wykorzystać na wizytę w parku linowym. Świetna zabawa dla dużych i małych. Po otrzymaniu kieszonkowego dzieciaki mogły także pospacerować po Szklarskiej i kupić pamiątki dla siebie i najbliższych. Obiad to spaghetti, szybko wciągnięte przez rowerzystów. Po takim dniu jak wczorajszy apetyty dopisywały. Tego też dnia przenieśliśmy się do Karpacza. Deszcz mocno skomplikował nam grafik i wieczorkiem opiekunowie musieli zdecydować o pewnych zmianach w planach na kolejne dni. Dzień piąty, to kolejny deszczowy dzionek w naszej wyprawie. Po etapie górskim większość rowerów domagała się naprawy, zatem pan Piotr został w ośrodku by je nieco przywrócić do życia, natomiast reszta ekipy ruszyła na zwiedzanie Karpacza. Dzieciaki poganiały po górkach, odwiedziły też basen, a wieczorkiem grillowano. Niestety pod małym daszkiem, bo znów padało. Tego też dnia żegnaliśmy dwie nasze opiekunki, panie z Fanów Formy, a więc Renatę i Kasię.

Dalsza podróż miała już się toczyć niestety bez nich. A zapowiadało się nadal nieciekawie jeśli chodzi o pogodę. Trasa czekała, z nieba siąpiło, ale trzeba było jechać. Daleko na początku nie zajechaliśmy. Ledwie wyjechaliśmy z kwater noclegowych, a już awaria roweru Kacpra. Na tyle poważna, że trzeba był zmienić rower. Kilka metrów dalej, Raisa przyłożyła w znak drogowy. Na szczęście kask na głowie i wolne tempo, sprawiły, że mała nie poniosła uszczerbku na zdrowiu, niemniej dzień nie zapowiadał się zbyt ciekawie. A kilometrów do przejechania było co niemiara. Na szczęście z każdym kilometrem rozjaśniało się niebo, aż nawet wyjrzało słonko. Ciekawostką tego dnia był przejazd przez miejscowość o swojskiej nazwie Trzcińsko. Prawie jak w domu. Dobry obiad zjedzony w Starych Bogaczowicach pozytywnie nastroił rowerzystów. Jeszcze tylko Wałbrzych i już wkrótce osiągnięto cel, nocleg w Jedlinie Zdrój. Ten dzień to ponad 70 km, brawo my!!! Warunki noclegowe wręcz fantastyczne. Można było się opluskać, odsapnąć, a wieczorkiem czekał już na wszystkich grill. Biesiadowano do późnych godzin.

Siódmy dzień rozpoczął się od drobnych napraw rowerów i wizyty u zwierzątek. Słonko raźno przygrzewało, zapowiadał się udany dzionek. Żal było rozstać się z tym pięknym miejscem, ale przygoda czekała.

Kilometr za kilometrem przez powiat świdnicki zmierzaliśmy do jedynej w okolicy góry Ślęży. Pyszny obiadek rozleniwił nieco rowerzystów, bo tylko część z nich wspięła się na sam szczyt, reszta w oczekiwaniu na śmiałków kibicowała piłkarzom. Nocleg w schronisku w Sobótce i kolejne poważne rozmowy na różne tematy.

Dzień ósmy to ostatni dzień na rowerach. Po wielu dniach mordęgi udało się osiągnąć cel, a więc Wrocław. Tutaj kolejni z naszej drużyny musieli opuścić nasze szeregi. Panowie Michał i Daniel wracali autami do domu. Razem z nimi wracały nasze rowery, ostatnie dni wyprawy mięliśmy już przemierzać na pieszo. Zakwaterowanie średniej jakości, ale jakoś daliśmy radę. Wspólne obejrzenie meczu finałowego mistrzostw świata było bezcenne. Stworzyliśmy prawdziwą strefę kibica. Miasto bardzo przypadło do gustu naszym dzieciom. Nocny spacer po starówce był niezapomnianym doświadczeniem, było wspaniale. A już pizza zjedzona około 1 w nocy smakowała wybornie.

Kolejny dzień i kolejne atrakcje. Nasza królowa pani Ela, dla której Wrocław to rodzinne miasto, mogła zaprezentować nam nieco jego uroków. Między innymi byliśmy na szczycie wieżowca Sky Tower. Widoki piękne, może nie aż takie jak wcześniej w górach, ale było na co popatrzeć. Jako, że gorąc lał się z nieba to wszyscy przyjęli z radości informację, że kolejnym punktem była wizyta w parku wodnym. Dzieciaki uwielbiają takie miejsca, więc dość długo tam zabawiliśmy. Po wypoczynku wodnym pierogi na obiad, apetyty dopisywały. Dzięki wsparciu pani Andżeliki Kulisiewicz, panów Grzegorza Kruszewskiego i Macka Molendy mogliśmy zorganizować wieczorkiem fajną zabawę. Dzieciaki podzieleni na grupy mieli zadanie odnaleźć jak najwięcej wrocławskich krasnali. Oczywiście dla bezpieczeństwa, w każdej grupie była osoba dorosła. Zabawa była przednia, a na starówce zabawiliśmy do późnych godzin wieczornych.

Niestety przekleństwo pogody dało znać ostatniego dnia. Od rana lało, albo padało. Nici więc ze zwiedzania zoo. Opiekunowie naprędce zorganizowali zastępcze atrakcje. Najpierw była wizyta w Hydropolis. Fantastyczna sprawa, każdemu polecamy. Potem jeszcze park trampolin, gdzie wyhasano się za wszystkie czasy. Obiadek każdy mógł kupić sobie sam w jednym z wrocławskich centrów handlowych. Żal było rozstawać się z pięknym miastem, ale nazajutrz z rana czekała nas podróż powrotna do domu. Przygoda wspaniała, niestety do pełni szczęścia zabrakło lepszej pogody , ale i tak dzieciaki wyniosły z tej wyprawy wiele, wiele pozytywnych wrażeń.

Bardzo dziękujemy wszystkim osobom i instytucjom, które przyczyniły się do organizacji tego rajdu.

 Dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego i udziałowi w programie Społecznk otrzymaliśmy wsparcie finansowe oraz z dumą mogliśmy promować nasze województwo i przekazywać materiały promocyjne. Artykuł, który ukazał się w branżowym czasopiśmie Rowertour nakierował na nasz dres wielu wspaniałych ludzi, którzy wsparli nas w tym przedsięwzięciu. Po raz kolejny zaufał nam pan Pierr Leeijen i wraz ze swoją firmą Farm International Equipment przekazali znaczne fundusze niezbędne do realizacji projektu. Tutaj słowa podziękowania dla pani Ewy Rzepeckiej, która ciągle o nas wspierała i o nas szefowi przypominała. Stowarzyszenie Fani Formy zorganizowała zbiórkę darów, funduszy i mocno nagłośniło nasz wyjazd. Grupa Automaniak Chojna nie tylko udzieliła nam wsparcia finasowego, ale też dała możliwośc zorganizowania kiermaszu na swoich imprezach. Kibice Pogoni Szczecin, to kolejna grupa, która udzieliła nam wsparcia, w tym miejscu specjalne podziękowania dla pana Mariusza Wawrzyniaka. Poza tym wsparcia udzielili nam: Nadleśnictwo Myślibórz, pan Krzysztof Mrzygłód, Euromet sp. Z.o.o, pani Eliza Jarona Zwolińska, pani Edyta Skrzypniak, Szkoła Podstawowa im. Stefana Żeromskiego w Trzcińsku – Zdroju, firma Minos sp.z.o.o., pan Krzysztof Jankowski, pan Marian Lis, pan Marcin Łogin, portal zrzutka.pl i wiele innych, wspaniałych osób, często pragnących zachować anonimowość.

Szczególne podziękowania dla wychowawców Placówki Opiekuńczo – Wychowawczej  nr 3 w Trzcińsku – Zdroju za pomoc w przygotowaniach, cierpliwość, wyrozumiałość.

Kogo pominęliśmy, przepraszamy, bez Was nie było by tej wyprawy, tej przygody, tych niezapomnianych wspomnień.

Dziękujemy za wsparcie podczas rajdu dla Kasi Otoki, Renaty Bernackiej, Andżeliki Kulisiewicz, Grzesia Kruszewskiego, Maćka Molendy.

Stowarzyszenie Niemożliwe jest możliwe w składzie Ela i Michał Zielińscy, Ania Igel, Ania Michalska, Daniel Stypczyński, Arek Walorski, Piotr Przytuła dziękuje w imieniu swoim i dzieci!!!

A poniżej galeria zdjęć

Przygotowania

 

Dzień 1

Dzień 2

Dzień 3

Dzień 4

Dzień 5

Dzień 6

Dzień 7

Dzień 8

Dzień 9

Dzień 10, 11


Możliwość komentowania jest wyłączona.